Maksik

Lilypie Kids Birthday tickers

Kubuś

Lilypie Third Birthday tickers

poniedziałek, 10 maja 2010

"Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom..."

Budowali pół niedzieli. Zbudowali pół domu. A dziś zaprawa wyschła i dom się rozszedł. W połowie. Dobrze, że to tylko zabawa. Strach pomyśleć co by było gdyby zawodowo to robili.
Aha i za chwilę drzwi wypadły z futryny...:-oooooo





"Kubalon chodzi" raz jeszcze.

Zdjęcia udostępniła niezawodna Matka Polki, która mimo tego, że zajęta była pełną obsługą gości podczas urodzin Córki Jedynej Polderynki, znalazła czas aby uwiecznić - nie na jednym bynajmniej zdjęciu - postępy Drugorodnego w chodzeniu. Czego nie można powiedzieć o Rodzicach wyżej wymienionego. Zdjęć na ten temat powstało z ich czterech marnych rąk jedno. i też marne.
Dziękujemy ciociu Kasiu!

niedziela, 9 maja 2010

Po raz pierwszy i po raz pierwszy




Mama Magda ma wrażenie, że na urodzinach Poli najlepiej bawił się Kuba. Bo z radości pochłonął trzy kawałki świetnego jakby nie patrzeć pasztetu (pierwszy raz w życiu) i nagle z tej siły pasztetowej chyba, wstał i poszedł. Pierwszy raz w życiu sam. Co prawda z pomocą rewelacyjnego drewnianego wózeczka,  ale jednak, jednak.
A pasztetu domagał się więcej i więcej. Ale Mama Magda pomyślała o ewentualnych konsekwencjach żołądkowo jelitowych, jeśli się na ten przykład pasztecik nie przyjmie i powiedziała "pas".
Bo Tata Adam nie bardzo lubi przewijać. Zawsze mu jakoś biedaczynie nie po drodze...
Za to na tym zdjęciu wyraźnie widać zadowolenie dumnego z postępów syna Ojca:-o

Polderynka nam się wzięła i zestarzała



O kolejny rok. Już drugi w życiu. Poważna sprawa...Byliśmy, miód i tort jedliśmy, i świetnieśmy się bawiliśmy. ŻYJ NAM POLU STO LAT!

Podejrzane

Mama Magda postanowiła napić się kawy. Bo jakby się nie napiła, to pewnikiem by padła. Tata Adam został wysłany razem z Pierworodnym bo niezbędne fruktuały pozwalające przyrządzić szybki i niezbyt skomplikowany smakowo obiad. Mama Magda stwierdziła, że mając na pokładzie jedno dziecko, szanse na kawę znacznie wzrosły, więc wyżej wymienioną poczyniła i nawet serniczka kawałek dodała. Zasiadła na kanapie i nagle usłyszała z pokoju Drugorodnego hałas. Coś wielokrotnie uderzyło o podłogę. Ale że:
 a) płaczu nie było 
b) nie bardzo chciało się porzucać kawę i serniczek
c) poczucie że "kurcze blade no co, ja też mam prawo do chwili spokoju"
to Mama Magda nie zmieniła miejsca pobytu. Za chwilę dało się słyszeć kolejne dźwięki w stylu"aaa", "bababababa", "mmaammma" i coś w rodzaju "hi,hi,hi". I to "hi,hi,hi" Mamę Magdę już ruszyło z miejsca. A w pokoju Drugorodnego bałagan. Wszystkie książki znalazły się na ziemi. Wśród książek Kubulek. Zachwycony. Zaczytany. I nawet pokazał, która lektura była najfajniejsza. Ta gdzie widać dzieci. Strona z płaczącym Tomkiem jest hitem. Koniec. 

poniedziałek, 3 maja 2010

Lubimy przyjeżdżać do Zagościńca:-)

Efekt tak intensywnego grania był widoczny dopiero dzień później. Zapalenie lewego ucha:-o. Antybiotyk. Kolejny w tym roku. Przerwa od ostatniego - 2,5 tygodnia. Nawet Mamie Magdzie nie chce się tego komentować, bo ostatniego roku nie zaliczy do udanych jeśli idzie o zdrowie dzieci.
Od listopada do maja były może ze trzy weekendy, podczas których, żadne z dzieci nie było chore. Porażka.

Ale Zagościniec jest super.

Moja pierwsza zjeżdżalnia

Bardzo się podobało, oj bardzo. Ubaw po pachy i piski zachwytu non stop. Kubalon zjechał na dół, natychmiast wstał - tzn, obrócił się na pupie i wstał przytrzymując się zjeżdżalni i dalejże wchodzić po niej. Byle szybciej na górę, byle szybciej zjechać.
W tym czasie Maksiątko dzielnie stawiało czoła dwóm "starszym chłopakom z osiedla", którzy w niecny sposób postanowili go ograć w nogę. Prawie im się udało...Prawie.



...i moja pierwsza huśtawka:-)

A wszystko w odstępie dwóch dni. Życie znacznie nabrało tempa. Do tego dziś podczas przewijania i gilgotania Drugorodnego oczom Mamy Magdy ukazało się podniebienie górne w pełnej krasie, czyli dziąsełka również. Dziąsełka niespodziewanie zaopatrzyły się w kolejny ząb - dwójkę lewą. I tym samym Kubalinek ma na swoim koncie zębów sześć. Niejeden dziadek czy babcia by pozazdrościli...

Raz na wozie, raz pod wozem




I tak ostatnio coraz częściej. Kubalon uwielbia Starszego Brata. Ale jest to miłość niekoniecznie bezwarunkowa. Warunkiem jest nieograniczony wstęp do pokoju Pierworodnego, możliwość rzucania na odległość ulubionymi resorakami Maksiątka i raz na jakiś czas dostępność jego oka po to, aby włożyć w nie palec, a tym samym po raz kolejny udowodnić, że Drugorodny potrafi odpowiedzieć na nieustannie padające pytanie "Kubulku a gdzie Maksio ma oczko?"

wtorek, 27 kwietnia 2010

Nie o dzieciach. Dla dzieci.

Mama Magda się posypała. Prawda taka. 10 kwietnia. Nie chciało jakoś z niej to zejść. Jakoś poczuła, ból tych wszystkich zostawionych Matek, zrozpaczonych Mężów, osieroconych Dzieci. Tak jakby to dotyczyło jej. A nie dotyczyło. A mogło. Bo mieli podobny wiek, bo kogoś kochali, bo słyszeli "Tato, Kochanie, Córeczko".
Mama Magda się nie spodziewała tego po sobie. I zwolniło życie jej. I się mało chciało. I się dużo myślało. I naprawiło się dzięki temu kilka rzezy i zaniedbało się kilka rzeczy. Patrz - pisanie na ten przykład.
Komputer się nawet popsuł. Zagubił gdzieś wszystkie zdjęcia z ostatnich 7 lat. Na złość chyba...Albo...
Ale już oddał.
I już wracamy do życia.
Powoli.
My tak...
Chciała Mama żebyście Chłopcy wiedzieli.

czwartek, 8 kwietnia 2010

38 stopni w skali Celsjusza








Kiedy się ma taką temperaturę z przyczyn bliżej nieznanych i nagłych, to nie należy jednakowoż spoczywać na laurach i nic nie robić oprócz cierpienia. Drugorodny uważa, że tak wysoka temperatura jest czynnikiem jak najbardziej stymulującym do nowych życiowych wyzwań.
Dlatego razem z temperaturą postanowił dziś poćwiczyć stanie. I wyszło mu! Po raz pierwszy! Nie raz, nie dwa a co najmniej trzy. Po prostu. Wstał i stał.
Mama Magda tydzień temu miała taką temperaturę. I mimo tego, że nie musiałaby ćwiczyć stania, to była to ostatnia rzecz o której marzyła...Dlatego ustawicznie ćwiczyła leżenie. Ale i tak słabo poszło...
A tu proszę. Siurpryza!

Retrospekcje świąteczne

Trochę te Święta w tym roku były dziwne...Z jednej strony nie dojechał do nas Wujek Bartek, z drugiej strony dojechał dawno nie widziany Dziadek Kasjan. Jajka nie wyszły( dopiero w niedzielne popołudnie Tata Adam się przyznał, że zapomniał dodać octu do barwników. Wcześniej zarzekał się, że wszystko było ok). Ze święconką poszli tylko Tata Adam i Kubalon, bo Mama Magda miała resztki anginy, a Maksiątko tradycyjnie chore na milionową z kolei bakterię.
 Jedzenia było w bród, ale nie bardzo chciało się jeść. Ciocia Aga przyjechała na lanoponiedziałkowe śniadanie i za chwilę już poszła. Hiacynty nie zakwitły na czas, a ciasto się nie dopiekło. 
A potem był już wtorek.